środa, 30 stycznia 2013

Pierwsza Stycznośc.


Sobota, 4 lipca, godzina!? jakoś po 11? Zaraz się upewnię. Zaspaną jeszcze ręką  sięgam w strone zegarka który stoi na szafce. O zgadłam akurat 15 po.
- Trzeba wstać, ogarnąć się, jest już po 11. – krzyknęła do mnie mama. 
Przecież wiem, dopiero patrzyłam na zegarek, ale po co się tłumaczyć? 
– Jużżż!.. – mój głos nie był zbyt przekonujący.
Zanim wyczołgałam się z łóżka, odświeżyłam i zjadłam śniadanie była już 12. Tak wiem.. trochę później wyszłam z łóżka niż planowałam, ale są wakacje ludzie! Należy się mi to, jak i wszystkim nastolatkom na świecie. Otwieram szafie w której jest totalny ‘burdel’ i chodź obiecuje sobie że posprzątam, jakoś nigdy nie mam na to czasu. Ubieram to co zawsze czyli bluzka starszego brata i krótkie spodenki. Włosy zawsze wiąże w jakiś niezgrabny kok. I już siadam na kompa, no bo co innego mam do roboty? Włączam gg, pocztę i puszczam muzykę na cały regulator.
– Ścisz to!! – No, wiedziałam że tak będzie luz.. ściszam.
Nagle dzwoni telefon. Kto to? To Julka. Moja przyjaciółka.
– No hej skarbie. – słyszę jej obojętny głos na powitanie, bez spiny, taka jej natura.
– Heja, co jest? – spytałam z entuzjazmem.
– Będę dzisiaj u ciebie koło 16 pasuje Ci?
Spoko, czekam.
A więc mam jeszcze jakąś godzinę. Idę do łazienki włączam prostownice i zaczynam prostować moje nie ułożone loki, nigdy ich nie lubiłam, co poradzić? .. Dobra teraz to jakoś znośnie wyglądam. Przebrałam bluzkę na białą bokserkę i byłam prawie gotowa. Coś jeszcze? Oczy. Wytuszowałam je lekko, nie lubię przesadzać z makijażem.Wystarczy mi podkład i jakaś dobra mas cara. Słyszę domofon.
– To do mnie. 
Chwyciłam jeszcze telefon i klucze leżące na moim biurku i mogłam schodzić na dół.
Jula czekała na murku i serdecznie mnie powitała.
– No to chyba twój rekord Prawie w ogóle na Ciebie nie musiałam czekać, brawo. – Mruknęła ze zdziwieniem.
– Dzięki , staram się. – odpowiedziałam z lekkim sarkazmem uśmiechając się przy tym do niej. 
Faktycznie szybko się dzisiaj wyrobiłam, zazwyczaj musi na mnie czekać jakieś dodatkowe 20 minut. 
– Chłopacy są na boisku – przerwała moje myśli.
– A mianowicie kto? 
Oskar i Emil, mówili żebyśmy wpadły bo mają sprawę.
Oskara i Emila poznałyśmy niedawno,  ostatnio stali się częstymi gośćmi na boisku, a  tam zwykle nikt nie chodzi. Dwa stare rozpadające się kosze, rozbity beton i kilka drzew porośnięte mchem.  Niby nic specjalnego a jednak mam sentyment do tego miejsca. Po drodze gadaliśmy o tym co dzieje się w naszych rodzinach czyli nadopiekuńcze matki, obowiązki i nieudane niedzielne obiadki . Czyli norma. Według mojej rodzicielki nauka jest najważniejsza bo od tego zależy moja przyszłość. Tak, zgadzam się z tym i dbam o szkołę i daję z siebie 100% ale wszyscy mi powtarzają ze stać mnie nawet na  110%. Jestem aż tak dobra? Nie nie jestem kujonem, po prostu nie chcę skończyć za ladą sklepie spożywczym, a skoro przychodzi mi to z łatwością to czemu tego nie doskonalić?
– Cześć laski.– krzykną Emil, wytrącając mnie z myśli.
– Hej odpowiedziałam. Julia zignorowała to.
– Amm, a jaki to był interes do nas hm? – zapytałam niepewnie.
– Aaa no tak trzeba było tak od razu. Mamy coś co powinniście spróbować. 
Co to może być. Byłam zaniepokojona i jednocześnie podekscytowana.  Oskar niepewnie zaczął wyjmować z kieszeni  mały przezroczysty woreczek. Nie musiałam już pytać, wiedziałam co to jest.
– Marihuana? Zwariowaliście? 
– Spokojnie, nic na siłę.. ale mówię Ci.. to dobry towar. 
‘’Dobry towar’’? Przerażał mnie język jakim się posłużył.Rozsądek podpowiadał mi że to nie dla mnie. Zaś druga strona, że czemu by nie spróbować. 
Hahaha, skąd to macie ? – zapytała Julia, jakby była to normalna rzecz. 
– Mamy swoje źródła. – odpowiedzieli z szyderczym uśmiechem.
– To jak dziewczyny? 
Spojrzałyśmy na siebie i już wiedziałam że skorzystamy. Raz się żyje, pomyślałam.
– No dobra. 
Sama nie wierzyłam w to co mówię. Ale to była dobra decyzja.
– Dobra daj, skręcę im Lolki. – dodał Emil.
Robili to niemal profesjonalnie. Kiedy już wszystko było gotowe, w powietrzu uniósł się słodki przyjemny zapach, nie był on porównywalny do niczego, po prostu bardzo specyficzny.
– Masz – podała mi Jula, tuż po tym jak sama skosztowała.
Przyznam że byłam w lekkim niepokoju i czułam jak serce zaczyna bić coraz szybciej. Spokojnie Marie. To nic takiego, próbowałam się uspokoić. W końcu wzięłam pierwszego bucha, po nim drugiego i trzeciego. Wspaniale było można poczuć tę woń w ustach. Pogrążona w swoich myślach, nie zauważyłam kiedy zaczęliśmy palić drugiego skręta. Wszyscy rozmawiali o czymś, ja nie zwracałam na nich większej uwagi, próbowałam się skupić tylko na biciu mojego serca. Nie biło już szybko, biło spokojnie i beztrosko a ja poczułam się tak samo.
– Niesamowite – mruknęłam. 
– Już ją chwyciło – powiedział spokojnie Oskar.
– Zajebiście – usłyszałam głos przyjaciółki, chyba się do mnie przytula, nieważne.
Jest wspaniale. Tak zamyślona nagle to wszystko zaczęło wydawać się zabawne. Już po chwili nie mogłam opanować się ze śmiechu. A ze mną całe towarzystwo. Tak śmieliśmy się przez dobre 15 minut, aż zaczęło nas "puszczać". 
– I co podobało się!?
– I to jak! – odpowiedziałyśmy zadowolone.
 Nagle usłyszałam mój dzwonek. To była moja ‘ kochana mamusia’ . Niestety straciłam rachubę czasu. Było już przed 10 i trochę się ściemniało. Chcąc nie chcąc zaczęłam się ze wszystkimi żegnać i ruszyłam stronę domu a wraz ze mną Julka. 
______________________________________________________
I jak podobało wam się ? Chcecie następny rozdział? Piszcie w komentarzach. Zobaczmy ilu was jest.